Najdroższą rzeczą w małym domu gościnnym nie jest pokój. Jest nią mała skala.
Wolisz słuchać? Ten tekst jest również dostępny jako odcinek „Z dziennika gospodarza”.
Najłatwiej porównać cenę za noc. Pokój ma tyle metrów, łóżko taką szerokość, śniadanie jest albo go nie ma. Kilka kliknięć i obok siebie pojawia się kilkanaście ofert.
Znacznie trudniej porównać dwa różne sposoby prowadzenia miejsca.
W Rajskich Jabłkach są cztery pokoje. Przy pełnym domu może nocować maksymalnie osiem osób. Śniadanie przygotowuję dla tych kilku osób, dom trzeba ogrzać niezależnie od tego, czy zajęte są dwa pokoje, czy cztery, a salon, jadalnia, taras i ogród istnieją również wtedy, kiedy korzysta z nich tylko jedna para.
Cena pobytu w małym domu gościnnym nie jest więc wyłącznie ceną za metry pokoju. Płaci się również za małą skalę, przestrzeń wspólną, przygotowane śniadanie, gospodarza na miejscu i za to, że domu nie trzeba dzielić z kilkudziesięcioma innymi osobami.
W porównywarce trudno znaleźć na to osobną rubrykę.
Chleb dla ośmiu gości nadal trzeba zagnieść, dać mu czas na fermentację i upiec.
Śniadanie nadal zaczyna się wcześniej niż o dziewiątej, kiedy goście siadają przy stole. Trzeba przygotować kuchnię, produkty i gorące danie, a później wszystko posprzątać.
Pościel trzeba wyprać. Pokoje przygotować. Dom ogrzać. Drewno do kominka kupić i przynieść. Trawę w ogrodzie skosić albo, zależnie od pory roku, zrobić w nim zupełnie inną pracę.
Ekonomia dużego hotelu działa inaczej.
Jeśli ten sam proces, urządzenie albo pracownika można wykorzystać przy stu pokojach, koszt rozkłada się na sto pokoi.
U mnie rozkłada się na cztery.
Mała skala nie usuwa większości pracy.
Po prostu rozkłada ją na bardzo małą liczbę gości.
To chyba najłatwiej przeoczyć, patrząc na cenę noclegu.
Gość oczywiście rezerwuje konkretny pokój z własną łazienką. Ale po przyjeździe nie musi w nim siedzieć do rana.
Na dole jest salon z kanapami i kominkiem. Jest jadalnia. Jest kącik kawowo-herbaciany. Jest taras i ogród.
Te metry nie pojawiają się w powierzchni pokoju podanej w systemie rezerwacyjnym.
A jednak są częścią pobytu.
W dużym hotelu podobne przestrzenie dzieli się czasem z dziesiątkami albo setkami innych osób. W domu z czterema pokojami nawet przy pełnym obłożeniu korzysta z nich najwyżej osiem osób.
To zupełnie inna proporcja.
I właśnie dlatego porównanie dwóch ofert wyłącznie według pytania „ile metrów ma pokój za 500 zł?” nie mówi jeszcze zbyt wiele o tym, co właściwie kupujemy.
W cenie pokoju w Rajskich Jabłkach jest śniadanie.
Nie bufet, do którego rano przyjeżdża gotowy zestaw produktów, tylko śniadanie przygotowywane każdego dnia dla ludzi, którzy akurat mieszkają w domu.
Piekę chleb. Robię część wędlin, twaróg, przetwory i inne rzeczy, które później trafiają na stół. Gorąca część śniadania zmienia się.
O dziewiątej wszystko powinno być gotowe.
To jest kolejny przykład czegoś, co w cenniku można sprowadzić do krótkiego zdania: „śniadanie w cenie”.
Za tym zdaniem stoi jednak czas, produkty, kuchnia i praca, której gość zwykle nie widzi.
I tak powinno być.
Nie przyjeżdża przecież oglądać, jak rano kroję chleb.
Ma zejść na dół i zjeść śniadanie.
W małym domu gościnnym nie ma recepcji pracującej na zmiany.
Jest gospodarz.
Mieszkam w tym samym domu, w którym nocują goście. To oznacza, że znam miejsce nie z instrukcji przekazanej przez poprzednią zmianę.
Wiem, który pokój rano dostaje najwięcej światła. Wiem, jak działa ogrzewanie, gdzie znaleźć dodatkowy koc i co zrobić, jeśli coś przestanie działać.
Wiem też, kto tego dnia zejdzie o dziewiątej na śniadanie.
Nie oznacza to, że przez cały pobyt jestem animatorem, concierge’em i towarzyszem do rozmowy.
Wręcz przeciwnie.
Duża część dobrze prowadzonego pobytu polega na tym, żeby gość nie musiał mnie potrzebować.
Dom ma działać.
Kawa ma być na miejscu. Pokój przygotowany. Śniadanie gotowe. Jeśli coś trzeba załatwić, jestem w pobliżu.
Ta obecność jest jednym z elementów małego domu, którego również trudno dopisać jako parametr obok liczby metrów kwadratowych.
Nie kupuje się jej na metry.
Nie da się również zamówić dodatkowych pięciu decybeli mniej w formularzu rezerwacyjnym.
Cisza jest częściowo skutkiem miejsca, w którym mieszkamy, ale także sposobu, w jaki Rajskie działają.
Tylko cztery pokoje. Maksymalnie osiem osób. Brak głośnych imprez i animacji. Dom dla dorosłych. Wspólne przestrzenie, które nie muszą obsługiwać tłumu.
To są decyzje.
Można byłoby wykorzystać część salonu na dodatkowe pokoje. Można byłoby próbować przyjąć więcej osób. Można byłoby zagęścić dom tak, żeby każdy metr powierzchni zarabiał bezpośrednio.
Excel zapewne znalazłby kilka możliwości.
Tylko wraz z dodatkowym pokojem pojawiłyby się dodatkowe osoby przy śniadaniu, na tarasie, w salonie i na schodach.
A wtedy zmieniłby się nie tylko rachunek.
Zmieniłby się dom.
Hotel ze stu pokojami i dom z czterema pokojami mogą sprzedawać coś, co w systemie rezerwacyjnym nazywa się tak samo: nocleg.
Nie oznacza to, że produkują go w ten sam sposób.
Duży hotel ma swoje przewagi. Skalę, zespół pracowników, rozbudowaną infrastrukturę, dostępność usług przez wiele godzin i możliwość obsługi bardzo różnych potrzeb jednocześnie.
Mniej ludzi. Więcej wspólnej przestrzeni przypadającej na jednego gościa. Bezpośredni kontakt z gospodarzem. Śniadanie przygotowane dla kilku osób. Możliwość zauważenia rzeczy, które przy dużej skali łatwo giną.
Jedno nie jest automatycznie lepsze od drugiego.
To są po prostu dwa różne produkty.
Dlatego pytanie „czy warto zapłacić więcej za mały dom gościnny?” nie ma jednej odpowiedzi.
Jeżeli podczas wyjazdu potrzebujecie basenu, całodobowej recepcji, rozbudowanej restauracji i wielu usług w jednym budynku, mały dom prawdopodobnie nie będzie najlepszym wyborem.
Jeżeli natomiast wartością jest dla Was cisza, niewielka liczba ludzi, śniadanie przygotowane na miejscu, wspólna przestrzeń i świadomość, że ktoś rzeczywiście zajmuje się tym domem — wtedy cena zaczyna oznaczać coś więcej niż powierzchnię pokoju.
Za pokój oczywiście też.
Za dobre łóżko, łazienkę, ogrzewanie, czystą pościel i wszystko, co powinno być w nim gotowe przed przyjazdem.
Ale również za śniadanie następnego ranka.
Za salon, z którego nie trzeba uciekać przed tłumem.
Za taras i ogród.
Za to, że nawet przy pełnym domu nocuje tu osiem osób, a nie osiemdziesiąt.
Za gospodarza, który jest na miejscu.
I trochę za wszystkie te rzeczy, które zostały świadomie niewykorzystane do zwiększenia skali.
Po kilku latach prowadzenia Rajskich coraz wyraźniej widzę, że właśnie to jest jednym z najważniejszych elementów naszej oferty.
Nie dokładamy kolejnych pokoi tylko dlatego, że dałoby się je gdzieś zmieścić.
Nie upraszczam śniadania tylko dlatego, że byłoby taniej.
Nie zamieniam salonu w powierzchnię, którą można sprzedać na noc.
Bo wtedy Excel mógłby wyglądać lepiej.
Ale Rajskie Jabłka byłyby już trochę innym miejscem.
Jeśli właśnie takiego małego domu szukacie, możecie zobaczyć nasze cztery pokoje i sprawdzić dostępne terminy pobytów.
Rajskie Jabłka
Dom Gościnny
© Rajskie Jabłka – Dom Gościnny